Wiecie, ile dostaliśmy życzeń z okazji naszego 25-lecia małżeństwa? Ile dobrych słów, wzruszeń, uścisków i pięknych myśli? Prawdziwy bukiet różnorodności. Każde życzenie było wyjątkowe, ale są takie słowa, które nie tylko się słyszy. Są takie, które zostają. Pracują w człowieku jeszcze długo po tym, jak wybrzmią.
Jedna z naszych koleżanek, Monika, składając nam życzenia, powiedziała:
„Wiecie co… wy jesteście jak przyprawa!”
Przyznam szczerze, że spodziewałam się wielu rzeczy, ale porównania do przyprawy akurat nie. 😂
Im dłużej jednak o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że miała rację.
Bo przyprawa sama w sobie może wydawać się mała i niepozorna, ale bez niej wszystko jest jakieś takie… mdłe.
Przez 25 lat naszego małżeństwa bywało słodko jak wanilia, ostro jak chili, czasem gorzko jak pieprz, a niekiedy wybuchowo jak mieszanka przypraw do grilla. Były chwile, kiedy jedno z nas dosypywało za dużo emocji do wspólnego garnka życia, a drugie próbowało ratować przepis.
Czasem byliśmy jak sól niezbędni dla siebie.
Czasem jak pieprz dodający charakteru każdej rozmowie.
A czasem jak curry kiedy nagle robiło się naprawdę gorąco. 🔥
Po 25 latach wiemy jedno: małżeństwo bez odrobiny przypraw nie miałoby tego smaku. I chyba właśnie dlatego Pan Bóg połączył nas razem żeby nasze życie nigdy nie było nijakie.
A jeśli po ćwierć wieku nadal potrafimy się śmiać, zaskakiwać i czasem lekko „doprawić” nawzajem, to znak, że przepis nadal działa.
Ale to nie były jedyne słowa, które zatrzymały mnie na dłużej.
Kolejna koleżanka napisała:
„Kochani, you did it! You did great!”
Niby tylko kilka słów.
A jednak jaki ogromny przekaz.
Bo kiedy patrzę na te 25 lat, myślę o wszystkich codziennych zmaganiach, trudnościach, chwilach zwątpienia i przeciwnościach, które pojawiały się po drodze. I wtedy te słowa nabierają głębszego znaczenia.
Tak, udało się.
Nie dlatego, że było łatwo.
Ale dlatego, że Bóg nas prowadził, umacniał i błogosławił. Bo kiedy sami nie mieliśmy siły, On dodawał nam odwagi, by zrobić kolejny krok.
Jeszcze ktoś napisał:
„Dobrzy i wierni wzięliście udział w wyścigu i dobrych zawodach.”
I pomyślałam: kurka wodna , sama nigdy bym na to nie wpadła!😂
Ale przecież dokładnie tak jest.
Wzięliśmy udział w tym biegu.
I nadal biegniemy.
Nie sprintem.
Nie po medale.
Ale dzień po dniu, rok po roku, trzymając się decyzji, którą podjęliśmy przed Bogiem i przed sobą nawzajem.
A potem pojawiły się jeszcze słowa od Lodzi:
„Niech wasza miłość będzie jak srebro w srebrną rocznicę.”
I znowu kilka prostych słów.
A ile znaczeń.
Bo srebro jest piękne, trwałe, szlachetne. Nabiera blasku, kiedy się o nie dba. Tak samo jest z miłością.
Wiecie, co mnie najbardziej porusza?
To, że w tych krótkich życzeniach kryją się całe pokłady dobra.
Ja naprawdę zatrzymuję się nad słowami.
Rozbieram je na czynniki pierwsze.
Wracam do nich.
Karmię się nimi.
Pozwalam im pracować we mnie.
Bo wierzę, że słowa mają moc.
Mogą budować albo burzyć.
Dodawać skrzydeł albo je podcinać.
Mogą wnosić światło tam, gdzie pojawia się zmęczenie.
I właśnie takie słowa zostały zasiane w moim sercu.
Słowa, które dodają energii, radości, wdzięczności i motywacji do dalszego działania.
Dlatego będę jak ta przyprawa.
Jak to srebro.
I jak zawodnik, który nadal biegnie swój wyścig.
Żeby kiedyś, na końcu ziemskiego biegu, spojrzeć na siebie i powiedzieć:
„Zrobiliśmy to.”
„We did it.”
„We did great.”
A teraz lecę z tymi zasianymi we mnie słowami do mojej codzienności.
A Wy?
Czy są takie słowa, które ktoś kiedyś do Was powiedział, a one zostały z Wami na lata?
Takie, które zasiały w Was ziarno dobra, odwagi albo nadziei?
Chętnie je poznam. ❤️